Gdy umilkł gwar na polach a ostatnie
wozy z kapustą zjechały na podwórka, w powietrzu czuć się dawał zapach mrozu.
Świeże i rześkie powietrze dziwnie orzeźwiało znużone powieki. Wokół rozciągała
się cisza.
Tylko wicher szalał pośród nagusieńkich
gałązek i złośliwie rozrzucał na wpół zwiędłe liście. Pamiętam te wieczory
bardzo dobrze. Mróz przechodził, wtedy jeszcze nieśmiało pośród drżących
resztek zieleni. Tylko wyglądać pierwszych płatków śniegu, obłędnie kołujących
w oczach nieba.
