Dla mnie jedne z najciekawszych stworzeń. Czym dłużej je fotografuję, tym bardziej nie mogę się nadziwić ich urodzie, sprytowi i technice. Poznaję je i ich zwyczaje, zaczynam domyślać się miejsc w których mogę je spotkać, rozpoznaję z daleka ich siedliska. Kiedyś się nimi brzydziłam, bardzo się ich bałam i wolałam omijać dużym kołem. Teraz na spacerze wręcz ich szukam...Jakże się to wszystko zmienia... Makro zmieniło moje myślenie o owadach, pozwoliło wykształcić w sobie techniki obserwacji i podchodzenia do owada tak, by go nie spłoszyć. A aparat mam jaki mam i coraz częściej udaje mi się wycisnąć z niego więcej, niż potrafi... przynajmniej tak mi się wydaje.
Gdy
jesień stoi u progu, pająki robią się nadzwyczaj aktywne. Pełno ich
wszędzie. Zapracowane budują misterne sieci, niekiedy opasające dwa a
nawet trzy pinie drzew... Siadają potem w jej centralnym punkcie i
czekają. Nie jeden raz i nie dwa wpadłam w taką sieć, potem długo po
powrocie do domu miałam dziwne wrażenie, że "coś" po mnie chodzi.
Oczywiście nic nie chodziło...